niedziela, 3 marca 2013

Rozdział 3

Poruszałam się szybko i zwinnie między gawędzącymi, tańczącymi i pijącymi. Znalazłam już chyba wszystkich-z wyjątkiem Wery. Gdy o nią pytałam, nikt nie potrafił mi wskazać, gdzie się aktualnie znajduje. W końcu ją znalazłam-siedziała na wielkiej kanapie w sypialni Kamila. Tak mnie zdziwiło, że nie siedzi z pozostałymi, że po prostu musiałam zapytać.
- czemu siedzisz tu a nie w salonie?
- Kamil bardzo chciał, żeby dzisiaj odbył się nasz pierwszy raz. A ja wystarczająco kazałam mu czekać. Muszę to zrobić, bo jeszcze mnie zostawi.
-nie byłabym tego taka pewna - mruknęłam i pokazałam jej zdjęcie w komórce. Przyjaciółka zeobiła się w jednej chwili blada, zaraz potem czerwona, zaczęła płakać, będąc jednocześnie tak zła jak jeszcze nigdy i na nikogo. Natychmiast kazała wskazać mi pokój, a gdy to zrobiłam, pobiegła tak szybko, że nie mogłam jej złapać. Poszłam za nią, wiedząc, że zaraz rozpęta się piekło na ziemi. Na szczęście kiedy dotarłam na miejsce, Wera stała przed pokojem patrząc przez szparkę w drzwiach. To stało się tak szybko : jednym potęrznym ruchem otworzyła drzwi, odsypując Kamila stertą przekleństw. Obok niego leżała mocno obtulona kołdrą, Łącznik. Była strasznie przestraszona, ale na szczęście Werka była zajęta Kamilem. Szybko zbliżyłam się do Olgi (no właśnie tak nagle sobie przypomniałam, jak Łącznik się nazywa) i szepnęłam do niej, że ma się stąd jak najszybciej dla własnego dobra ulotnić. Posłuchała. Zdąrzyła na czas wyjść, bo chwilę później Kamil wylądował przy drzwiach z czerwonym od liściów policzkiem. Wera natomiast minęła go i z płaczem biegła ku wyjściu. Oczywiście ruszyłam za nią. po drodze zgarnęłam resztę, czyli Maję, Agę, Julię, Juliannę i Kasię. Krzyczałyśmy za nią i nie mogłyśmy jej dogonić. Wkręciła w ciemniejszą uliczkę, po chwili wbiegła do miejskiego parku. Pobiegłyśmy za nią, ale trochę się bałam. Dogoniłyśmy Werę dopiero gdy się przewróciła, nadal miała na sobie czarne szpilki. Usiadła na ziemi i płakała dalej, a my dopadłyśmy ją ze wszystkich stron i mocno przytuliłyśmy.  Znajdowałyśmy się w głębszej części parku gdzie tylko gdzie tylko w kilku miejscach była lampa. My siedziałyśmy pod jedną z nich. Już miałyśmy iść, gdy lampa nad nami po prostu zgasła. Następna była dosyć daleko. Przeszedł mnie dreszcz. Aga zarządziła szybki krok do kolejnego źródła światła. Ruszyłyśmy się trzymając się razem, gdy zobaczyłyśmy kawałek od nas jakiegoś człowieka. Znajdował się przy lampie, do której zmierzałyśmy. Podszedł bliżej lampy i widziałyśmy go wyraźniej.  Teraz dopiero zobaczyłyśmy, źe jest całkiem goły!!!
- to jakiś zboczuch, wiejemy w drugą stronę. - krzyknęła Julia i pobiegłyśmy. Tylko źe teraz biegłyśmy dalej w głąb parku, a tu lampy były jeszcze rzadziej. Stanęłyśmy, bo nie było widać nikogo za nami. Przysiadłyśmy na chwilę, w efekcie dziewczyny pobrudziły swoje odświętnoe stroje(ja miałam zwykle jeansy).   Ale chwilę później zerwały się już na nogi, bo usłyszałyśmy, jak ktoś wykrzykuje nasze imiona! Po chwili zauwarzyłyśmy sylwetkę Szproty.
- czemu uciekłyście? Werę rozumiem, ale po co zapuściłyście się w głąb parku? Próbowałam was dogonić, ale w pewnym momencie pomiędzy nami znalazł się jakiś Facet. A tak w ogóle, czy on nie był przypadkiem nagi? Idziemy prosto, trafimy w Pobliże szosy. Tam złapiemy stopa, bo do domów mamy dosyć daleko. Po cholerę tak daleko leciałyście!
Ruszyłyśmy tam, gdzie kazała nam Szprota. Weronika szła przodem, potem Julianna i Kasia rozmawaijąc o czymś, potem samotnie Maja, następna szłam ja, a za mną Szprota, Julia i Aga wszystko sobie opowiadały. Usłyszałam fragment ich rozmowy:
- minie jeszcze trochę czasu zanim się pozbiera - to stwierdzenie należało do Julii.
- Łącznik głupio postąpiła, ostrzegałam ją że będzie awantura. Ale stwierdziła, że decyzja należy do niej a ona bardzo chce się przespać z Kamilem - teraz mówiła Szprota.
- z drugiej strony uświadomiła Werce, że Kamil nie byłby z nią szczery i nie byłby jej wierny, mam wrażenie że przespał się po kryjomu z wieloma dziewczynami, od kiedy chodził z Werą. - teoria Agi.
Dalej dziewczyny nic nie mówiły, dowlokłyśmy się do szosy. Udało nam się złapać stopa. Każda z nas trafiła do swojego domu ale ja przed snem napisałam jeszcze do Wery: "wszystko OK?". Nie odpisała.


3 komentarze: