czwartek, 28 lutego 2013

Rozdział 2

"Julka"
Obudziłam się około 10.00 i od razu wstałam. Ubrałam się, uczesałam i zaczęłam szukać komórki, żeby zadzwonić do Mai. Gdy tylko sprzęt został odnaleziony, zauważyłam 5 nieodebranych połączeń. Dwa od Kamila, dwa od Wery, jedno od Julii. O tej porze jeszcze śpią, nie będę ich budzić. Ale Maja to oczywiście co innego...

"Maja"
Zostałam brutalnie wyciągnięta z krainy pięknych snów przez nieszczęsny dzwonek mojej komórki. "Welcome to the jungle" Guns n' Roses puszczone na cały pokój... Wycie Axl'a nie pozwala mi długo spać. Dopiero gdy piosenka ucichła, wstałam i zaczęłam szukać telefonu. Znalazłam go tam gdzie (tak jak za każdym razem) zupełnie nie powinno go być: w misce z chipsami. Rano mój umysł nie jest przyzwyczajony do logicznego myślenia więc poszłam do kuchni po kawę na przebudzenie. Ale najwidoczniej miałam nienajlepszy dzień, bo moja komórka nie wiadomo kiedy wylądowała w kubku z kawką. Po prostu wspaniały dzień!!!

„Julka"

Było już grubo po dwunastej, więc zaczęłam próbować dodzwonić się do przyjaciółki. Dwie godziny pózniej nie wyglądało to różowo-nie odbierała. Coś się musiało stać. Na dodatek plan jeszcze się nie zaczął, a już się sypie. Świetnie! Nie ma co siedzieć w domu, trzeba się ubrać i pobiec na drugi koniec miasta. Maja nie będzie czekać. Ubrałam się i wyszłam z domu. Już po kilku ulicach byłam tak zasapana, że odpuściłam sobie bieganie. Teraz poruszałam się szybkim, kocio-zwinnym chodem (dla mnie to wyglądało na koci chód, dla innych byłam po prostu ciężko idącą, zasapaną i spoconą dziewczyną która nie powinna biegać by oszczędzić przechodniom swojego widoku). Takim sposobem doczłapałam się (cudem!) pod blok Majki. Zadzwoniłam domofonem. Odebrała mama mojej przyjaciółki.
- Dzień dobry, jest Maja? 
- Maja? Przed chwilą wyszła z psem. 
- Dziękuję bardzo, do widzenia. 
- Zaczekaj chwilkę... Powiedz mi tylko... Celowo zapomniałyście o jej urodzinach? 
Przełknęłam głośno ślinę. 
- proszę się nie martwić. Wszystko jest ustalone. Do widzenia. 
Szybkim krokiem oddaliłam się i poszłam w stronę najbliższego parku. Gdzie mogła pójść Maja z psem? Park to jedyna opcja. 
Oczywiście, siedziała nad jeziorem. Przytuliłam ją i życzyłam wszystkiego najlepszego. Wymyśliłam, że dziewczyny pojechały na biwak. Maja nie dopraszała się o szczegóły. Zgodziła się do mnie przyjść. Godzinę późńiej byłyśmy już u mnie. Trzy godziny później jakoś tak mimochodem powiedziałam, udając, że dostałam SMS od Wery:
- Wera wróciła wcześniej, źle się czuła. Jest u Kamila, ma mi oddać jedną książkę którą pożyczyła tydzień temu. Może szybko skoczymy  do nich na chwilkę?
Wielbicielka Metalica'i nie miała nic, przeciwko, była przez cały czas w pewnym sensie nieobecna. Tak więc byłyśmy w drodze, gdy nagle moja komórka zadzwoniła, że dostałam SMSa. Otwieram i czytam. "Przyprowadź Majkę, wszystko gotowe ;)" od Wery. Jetseśmy już pod domem Kamila. Wielki gmach w centrum miasta. Na oko trzydzieści pokoi, tyle samo łazienek. Bogata, mała rodzinka. Drzwi otworzyła nam Wera. Trochę zdziwiło mnie to, że miała na sobie zwykłą koszulkę i jeansy, na dodatek związane włosy. Ale gdy tylko Maja przestała zwracać na nas uwagę, mrugnęła do mnie porozumiewawczo. Najwidoczniej chciała udawać, że to zwykle popołudnie. Kazała nam przejść do salonu. Weszłyśmy, a tam zgłaszane światło, zasłonięte okna. Jest to bardzo duży salon, więc przyjaciółka trzymała się jednej ściany i szła wzdłuż niej, żeby poszukać włącznika światła. Ja miałam iść wzdłuż drugiej ściany, ale ktoś pociągnął mnie na dół. Byłam pod wielkim stołem, a Aga waśnie szeptała mi do ucha, że jak tylko Maja włączy światło, wyskakujemy i krzyczymy z całych sił. Po chwili salon ogarnął blask lampy, a wszyscy wyskoczyli i krzyczeli jak opętani. Zebrało się całkiem sporo ludzi: znajomi Majki z poprzedniej klasy, ale nasi znajomi też byli. Na przykład takie Szprota i Łącznik. Do połowy drugiej gimnazjum każdy pamiętał, jak mają na imię,potem jakoś tak zapomnieliśmy,a głupio było zapytać. No więc obecnie były Szprota i Łącznik. Kilku ludzi nie znałam.
Impreza stopniowo się rozkręcała. Około 21.30 zachciało mi się sikać, więc ruszyłam na poszukiwanie łazienki. Było to jak szukanie igły w stogu siana (jakby ktoś nie wiedział to takie powiedzenie). Pokoi było średnio dwa razy tyle, ile podejrzewałam,ale łazienek było bardzo mało. Nagle usłyszałam hałas dochodzący z jednego z pokoi. Poszłam tam. Lekko uchyliłam drzwi. W środku panował półmrok, osoby znajdujące się w głębi pomieszczenia nie widziały mnie, za to ja widziałam je aż za dobrze. Nie mogę w to uwierzyć! Muszę szybko znaleźć Werę. Ale na wszelki wypadek pstryknęłam bezgłośnie zdjęcie komórką. Wera musi to zobaczyć!!!

*wiem że nie jest jakiś bardzo długi, ale takim musicie się zadowolić(przynajmniej na razie)sory za błędy, jakby co*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz