sobota, 30 marca 2013

10 lat później- ostatni rozdział.

*przepraszam że kończę tak szybko, ale nie mam już tylu pomysłów co kiedyś. Teraz napisze co się z nami stało. Z góry przepraszam za błędy*

Zacznijmy od Szproty-skończyła z prostytucją. Wyszła na prostą i ma fajnego, porządnego chłopaka. Okazał się jej wielką miłością, są po ślubie.

Kasia-odnalazła swoją siostrę-okazało się że Emilka została adoptowana i zamieszkała w Hiszpanii, jej opiekunowie byli bogaci i mieli wielki dom,jednak E. Nie zaniedbała polskiego, bo służąca tego państwa też była Polką. Teraz siostry widują się dosyć często, jednak żadna nie chce opuścić swojego dotychczasowego życia, by zamieszkać na stałe z tą drugą.

Julianna pokazała, ile potrafi zrobić dla przyjaciół. Gdy pewnego dnia była z Agą na spacerze, Aga niefortunnie upadła i złamała nogę. W tym samym czasie okazało się, że babcia Julianny umiera, i jeśli dziewczyna zaraz nie przyjedzie, nigdy się już nie zobaczą. Jednak julianna nie porzuciła Agi- złapała stopa impojechała z nią do szpitala. Zrobiła to, mimo że była prawie pewna, że nie zdąrzysz się porzegnać z babcią.  Jednak udŁo jej się ocalić Agnieszkę i pożegnac z babcią.

Julia-wyprowadziła się do Londynu. Cęsto się jednak z nami komunikuje, ma teraz własny dom z własną kanapą.



Weronika-zdradził ją Kamil, ale o tym było na samym początku,.

Maja-wpadła w podejrzane towarzystwo razem z Agą. Obecnie obie chodzą na zajęcia kilka razy w tygodniu  pt. "Jak oduzależnić się od alkoholu, papierosów, narkotyków ?"

No i ja-Julka-jestem sławna!!! No może nie sławna, ale znana w okolicy. Fłównie z tego powodu, że piszę, jak się okazało, niezłe piosenki. Występuje na różnych uroczystościach miejskich, wojewódzkich, byłam w Mam Talent, śpiewając własną piosenkę, ale mnie odrzucili. No tak, teraz bierzę się tylko dzieci do wieku dziesięciu lat, na dodatek nie potrafiące nic oprócz rozryczenia się na środku sceny by przekupić jurorów.

Wszystkie jesteśmy dosyć zadowolone z naszego obecnego życia, może z wyjątkiem Mai i Agi, ale u nich to tylko kwestia czasu. ;) myślę że jak z tego wyjdą, to jakoś sobie ułożą porządnie życie. Właściwie nie myśle, że tak będzie, tylko to wiem. :)

piątek, 8 marca 2013

Rozdział 6

"Kasia" 

Obudziłam się i przypomniałam wydarzenia poprzednich dni. Plaża, Szprota i Łącznik, ciotka Gabriell... Ciocia pojechała wczoraj, podejrzewam, że teraz już siedzi i popijając drogą herbatę w swojej willi w Paryżu. Ale ja wiem, że jej cząstka została ze mną. Właściwie sama ją przygarnęłam. Nie mogłam tak po prostu oddać tego zdjęcia. Braku jednej fotografii nik nie zauważy... Z drugiej strony... Muszę się dowiedzieć więcej. Mam już fundament, na którym mogę oprzeć swoje wątpliwości. Westchnęłam i usiadłam na łóżku. Ziewnęłam i sięgnęłam po stary zeszyt, niegdyś służący mi jako pamiętnik. Zawsze trzymałam go w tym samym miejscu-głęboko w szufladzie biurka. Teraz go otworzyłam na przypadkowej stronie, przekartkowałam i natrafiłam na kopertę. Nie zdziwiła mnie jej obecność, sama ją tam włożyłam chwilę przed tym, jak oddałam albumy ciotce Gabriell. Otworzyłam kopertę i wyjęłam tak bardzo mi drogie zdjęcie. Obejrzałem je, już chyba po raz setny. Zwróciłem już uwagę na każdy szczegół. Fotografia przedstawiała kobietę w wieku najwyżej trzydziestu kilku lat, ubraną w wykwintny, francuski strój. W prawej ręce trzymała zdjęcie uśmiechniętej, dziesięcioletniej dziewczynki, a jej lewa dłoń spoczywała na wypukłym brzuchu. Kobieta była na oko w szóstym miesiącu ciąży. 
Na tym zdjęciu jest moja mama, dziewczynka na zdjęciu w prawej ręce to ja, a dziecko w brzuchu to moja siostra lub brat, o którym nie miałam pojęcia. Nie wiedziałabym o tym, gdyby nie podpis, wykonany przez ciocię na drugiej stronie: 
"Elżbieta w Paryżu. Pamiętamy o dziewięcioletniej Kasi, Emilka już w drodze"
Nie miałam pojęcia, że że mam rodzeństwo. To było nowe odkrycie. Pierwsza wersja, jaka ogólnie przyszła mi do głowy, była taka, że podczas pobytu za granicą mama kogoś poznała, zaszła w ciążę i urodziła dziecko, pozostawiając je cioci. Na początku trzymałam się tej wersji, mój umysł nie przyjmował innej. Dopiero teraz zauważyłam, jaki w tych przemyślaniach popełniłam błąd: ciocia ma dzieci, nawet kilka. To się zgadza. Na początku podejrzewałam że to Emilka, ośmioletnia córka cioci jest moją przyszywaną siostrą. Ale potem zdałam sobie sprawę że mama wyjechała, gdy miałam dziewięć lat. Teraz mam piętnaście więc córka krewnej nie mogłaby mieć więcej niż sześć lat. Wcześniej przegapiłam ten szczegół, najprawdopodobniej zaszokowana powyższą informacją. Mam siostrę. Mam siostrę! Gdzieś na świecie być może żyje dziewczyna młodsza ode mnie o dziewięć lat, mająca część genów takich jak moje...
Zawsze chciałam mieć siostrę. Zawsze oznacza  że gdzieś tak do jedenastego roku życia. Potem przywykłam że jestem jedynaczką, a nie wiedziałam że w tym czasie moja mama mogła mi sprawić rodzeństwo, do tego siostrę!!!
Muszę skończyć przemyślenia, zacząć działać. Na początek schować zdjęcie, delikatnie podpytać rodziców... może coś wiedzą...
- Kasiu, co ty tak długo tu siedzisz? Chodź na śniadanie! - w pokoju zjawiła się babcia.
Jej głos sprawił, że podskoczyłam. Jednym szybkim ruchem schowałam zdjęcie do koperty, kopertę do zeszytu, a zeszyt wrzuciłam pod łóżko. Uspokoiłam się trochę dopiero, gdy kroki babciu ucichły już całkowicie, bo poszła do kuchni. Przełożyłam zeszyt do szuflady biurka i powędrowałam do kuchni. Na przyszłość muszę być ostrożniejsza.

środa, 6 marca 2013

Rozdział 5

"Julka" 
Obudziłam się dosyć późno, ciesząc się tym, że nie muszę wcześnie wstać. Spojrzałam na zegarek: 10.30... Rzadko kiedy zdarza mi się wstawać o takiej godzinie, najczęściej jestem na nogach od ósmej. Ubrałam się i umyłam, dopiero wtedy zauwarzyłam dwa nieodebrane połączenia od Wery. Oddzwoniłam.
- czego chcesz? 
- siema, Julka. Jak się miewam? Całkiem dobrze, ale miło że zapytałaś. 
- no już skończ. Czego chciałaś? - powtórzyłam pytanie
- może przejdziemy się dzisiaj nad jezioro? Jest ciepło, ładnie i niedługo szkoła. 
 - ok, zadzwonię do reszty. A coś ten teges z Kamilem? - zagadnęłam. 
- jakie ten teges?! - nagle stała się bardzo czujna - przecież mówiłam ci że jeszcze ze sobą nie... 
- nie to miałam na myśli - przerwałam jej. Myśli tylko o jednym, a jak przychodzi co do czego to się tego wypiera. - miałam na myśli czy się odezwał... Albo coś..
- nie. I tak jest o wiele lepiej. Nie chcę o tym myśleć. Ani mówić. Zadzoń do dziewczyn, pa! - rozłączyła się. 
Zadzwoniłam najpierw do Mai, potem Kasi, Agi, Julianny, Julii. Wszystkie, bez wyjątku, miały wielką ochotę się gdzieś przejść przedbpoczątkiem rok szkolnego. Około pierwszej spotkałymy się nad jeziorem. Miałyśmy, koce, ręczniki, kanapki, stroje kąpielowe i jakieś gazety do poczytania. Od razu Julia, Wera i Aga przebrały się w kostiumy o zaczęły podejrzanie często przechodzić obok przystojnego ratownika. "Dopiero straciła jednego, już ugania się za następnym"-pomyślałam o Werce. Ja, Majka, Kasia i Julianna siedziałyśmy na kocu i gadałyśmy. O wszystkim i o niczym. W pewnej chwili dołączyły do nas dziśwczyny i tłumaczyły, że właśnie przeszła dziewczyna tego ratownika. Ta wiadomość bardzo je zasmuciła. Potem grałyśmy w karty, poszłyśmy posiedzieć na pomoście. Właśnie wracałyśmy z pomostu do naszych rzeczy, bo było już po ósmej, tobiło się chłodno, kiedy zobaczyłyśmy Szprotę i Łącznika idące w naszą stronę. Łącznik wyglądała nr lekko przybitą, ża to Szprota ciągle opowiadała jej o czymś z zapałem. Zauwarzyłam, że ma na sobie nowe, drogie rzeczy. 
- Siema - zagadnęła Szprota, gdy już podeszły. 
Wera już otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale Łącznik jej przerwała.
- Wera, nic nie mów, bardzo cię przepraszam za... Wtedy. Coś mnie poniosło. Nie myśl sobie że teraz chodzę z Kamilem. To był tylko jednorazowy raz. - wymamrotała. 
Myślałam, że Wera nieprzyjemne przeprosin, ale ona tylko lekko się uśmiechnęło i przytuliła Olgę. Teraz zaczęła mówić Szprota. 
 - po co zawracacie sobie głowę chłopakami? Nie są tego warci. Ja ostatnio zdecydowałam że lepsza kasa niż chłopak który cię zrani. Tak więc zostałam prostytutką! - widząc zaskoczenie na naszych twarzach, dodała: 
- Po prostu jakiś stary dziad miał ochotę na chwilę zabawy w drodze do pracy, jak stałam przy drodze  w lasku, tu niedaleko. Chwilka, a kasa jest. Dzięki temu mam najmodniejsze ciuchy z najdroższego sklepu w mieście!!! 
Okręciła się wokół własnej osi. To prawda, wyglądała całkiem nieźle, ale ja i tak nigdy bym się nie dała wrobić w coś takiego. Zostawiłyśmy Szprotę i Olgę na plaży,a same ruszyłyśmy w stronę centrum miasta. A ja nadal nie mogłam przestać o tym myśleć: jak można się na takie coś zgodzić, jak w ogóle można rozważać taką opcję? Chyba dziewczyny też trochę nad tym myślała, bo żadna z nas nic nie mówiła, a to zdarza się niezwykle rzadko. Pożegnałyśmy się i każda poszła do swojego domu. Podczas gdy brałam prysznic próbowałam sobie wyobrazić naszą siódemkę jako prostytutki i po prostu parsknęłam śmiechem. Nie jesteśmy tak głupie. A co strzeliło do głowy Szprocie, to już nie moja sprawa...




wtorek, 5 marca 2013

Rozdział 4

"Julka"

Dzisiaj już niestety nie miałam wolne, więc pobudka o 7.00 , 30 min na uszykowanie się a potem szybki bieg do pracy w sklepiku. Ale tam czekała na mnie niespodzianka. Gdy tylko weszlam, widziałam, że coś wisi w powietrzu. Nie było żadnych klientów, na drzwiach wisiała kartka "dziś otwarte od 10.00". Przy kasie stały: właścicielka, jej córka oraz jakiś chłopak, którego nie znałam. Był wyższy ode mnie o głowę, miał czarne i proste włosy średniej długości opadające na twarz.
- eeee... Dzień dobry? - wymamrotałam zdziwiona.
- dzien dobry, Julio. Poznaj proszę Maćka. Od teraz tutaj pracuje - udawała być miła ale jej to nie wychodziło.
- ale jak to... Tu pracuje? - zapytałam ze zdziwieniem. - a jedna osoba do obsługi małego sklepu nie wystarczy?
- oczywiście że wystarczy jedna osoba. Dlatego chciałam cie poinformować, że już tu nie pracujesz.
Otworzyłam szeroko oczy.
- ale jak to: nie pracuję? Co może mi pani zarzucić? Przecież nie buntowałam się, byłam miła dl klientów...
- tak ale Maciek ma już doświadczenie w tej pracy.
Skąd mam mieć wykształcenie jak mnie z pracy wakacyjnej wyrzucasz?! - pomyślałam, ale tego nie wypowiedziałam. Pokiwałam tylko głową i ruszyłam do wyjścia. Co jak co, ale przynajmniej się wreszcie wyśpię!!! Niech żyją wakacje, przynajmniej ich końcówka! Jest 24.08, został mi jeszcze tydzień wakacji. Trzeba z tego skorzystać!!!

"Kasia"

Siedziałam w pokoju i malowałam nowymi farbami, kiedy do pokoju weszła babcia. Powiadomiła mnie, że dziś po południu odwiedzi nas ciocia od strony mamy. Niby nie taka znowu wielka nowina, gdyby nie to, że ciocia wyprowadziła się do Francji, gdy miałam pięć lat. Tak więc nie widzieliśmy się przez dziesięć lat. Mama,  gdy miałam dziewięć lat, wybrała się na rok do cioci, pod pretekstem, że musi trochę odpocząć od wszystkiego i wszystkich. Miała wtedy coś w rodzaju lekkiej depresji, lecz wróciła już jako odmieniony człowiek. Westchnęłam i poszłam się odpowiednio ubrać (lubię malować siedząc w spodniach od dresu i starym podkoszulku), tata w tym czasie pojechał po krewną na lotnisko. Nie minęło dużo czasu, gdy byli w domu. Ciotkę Gabi (uwielbiałam ją tak nazywać, gdy byłam mała) zapamiętałam jako kobietę zmęczoną życiem, w lekko siwych włosach i pomarszczonej twarzy, tymczasem zobaczyłam, że bardzo się zmieniła. Sprawiała wrażenie odmłodzonej (czyżby kraj mody pozytywnie wpływał na ludzi?), zmarszczki prawie całkiem zniknęły, włosy były ułożone w wyrafinowany koczek i przefarbowane na jasny fiolet. Głos nie zmienił jej się prawie wcale, mimo upływu dekady lat, nabyła za to skłonność, żeby podczas mówienia do nas po polsku wplatać francuskie słowa. Okazało się taż że od teraz nazywa się nie Gabriela, tylko Gabriell. Uznała, że to bardziej wyrafinowane, i podobno popularne we Francji. W pewnym momencie pogrzebała w torebce i wyjęła kilka albumów. Podała mi je, powiedziała, że jeśli chcę, to mogę je przejrzeć. Zostawiłam babcię oraz rodziców z ciocią Gabriell i udałam się z albumami do pokoju. Przeglądałam właśnie trzeci z kolei, przedstawiający pobyt mamy we Francji. Nagle jedno ze zdjęć ukrytych w albumie spadło na ziemię. Wypadło, bo było włożone między dwa inne, jakby schowane tam przed czyimś wścibskim okiem. Podniosłam je. 

niedziela, 3 marca 2013

Rozdział 3

Poruszałam się szybko i zwinnie między gawędzącymi, tańczącymi i pijącymi. Znalazłam już chyba wszystkich-z wyjątkiem Wery. Gdy o nią pytałam, nikt nie potrafił mi wskazać, gdzie się aktualnie znajduje. W końcu ją znalazłam-siedziała na wielkiej kanapie w sypialni Kamila. Tak mnie zdziwiło, że nie siedzi z pozostałymi, że po prostu musiałam zapytać.
- czemu siedzisz tu a nie w salonie?
- Kamil bardzo chciał, żeby dzisiaj odbył się nasz pierwszy raz. A ja wystarczająco kazałam mu czekać. Muszę to zrobić, bo jeszcze mnie zostawi.
-nie byłabym tego taka pewna - mruknęłam i pokazałam jej zdjęcie w komórce. Przyjaciółka zeobiła się w jednej chwili blada, zaraz potem czerwona, zaczęła płakać, będąc jednocześnie tak zła jak jeszcze nigdy i na nikogo. Natychmiast kazała wskazać mi pokój, a gdy to zrobiłam, pobiegła tak szybko, że nie mogłam jej złapać. Poszłam za nią, wiedząc, że zaraz rozpęta się piekło na ziemi. Na szczęście kiedy dotarłam na miejsce, Wera stała przed pokojem patrząc przez szparkę w drzwiach. To stało się tak szybko : jednym potęrznym ruchem otworzyła drzwi, odsypując Kamila stertą przekleństw. Obok niego leżała mocno obtulona kołdrą, Łącznik. Była strasznie przestraszona, ale na szczęście Werka była zajęta Kamilem. Szybko zbliżyłam się do Olgi (no właśnie tak nagle sobie przypomniałam, jak Łącznik się nazywa) i szepnęłam do niej, że ma się stąd jak najszybciej dla własnego dobra ulotnić. Posłuchała. Zdąrzyła na czas wyjść, bo chwilę później Kamil wylądował przy drzwiach z czerwonym od liściów policzkiem. Wera natomiast minęła go i z płaczem biegła ku wyjściu. Oczywiście ruszyłam za nią. po drodze zgarnęłam resztę, czyli Maję, Agę, Julię, Juliannę i Kasię. Krzyczałyśmy za nią i nie mogłyśmy jej dogonić. Wkręciła w ciemniejszą uliczkę, po chwili wbiegła do miejskiego parku. Pobiegłyśmy za nią, ale trochę się bałam. Dogoniłyśmy Werę dopiero gdy się przewróciła, nadal miała na sobie czarne szpilki. Usiadła na ziemi i płakała dalej, a my dopadłyśmy ją ze wszystkich stron i mocno przytuliłyśmy.  Znajdowałyśmy się w głębszej części parku gdzie tylko gdzie tylko w kilku miejscach była lampa. My siedziałyśmy pod jedną z nich. Już miałyśmy iść, gdy lampa nad nami po prostu zgasła. Następna była dosyć daleko. Przeszedł mnie dreszcz. Aga zarządziła szybki krok do kolejnego źródła światła. Ruszyłyśmy się trzymając się razem, gdy zobaczyłyśmy kawałek od nas jakiegoś człowieka. Znajdował się przy lampie, do której zmierzałyśmy. Podszedł bliżej lampy i widziałyśmy go wyraźniej.  Teraz dopiero zobaczyłyśmy, źe jest całkiem goły!!!
- to jakiś zboczuch, wiejemy w drugą stronę. - krzyknęła Julia i pobiegłyśmy. Tylko źe teraz biegłyśmy dalej w głąb parku, a tu lampy były jeszcze rzadziej. Stanęłyśmy, bo nie było widać nikogo za nami. Przysiadłyśmy na chwilę, w efekcie dziewczyny pobrudziły swoje odświętnoe stroje(ja miałam zwykle jeansy).   Ale chwilę później zerwały się już na nogi, bo usłyszałyśmy, jak ktoś wykrzykuje nasze imiona! Po chwili zauwarzyłyśmy sylwetkę Szproty.
- czemu uciekłyście? Werę rozumiem, ale po co zapuściłyście się w głąb parku? Próbowałam was dogonić, ale w pewnym momencie pomiędzy nami znalazł się jakiś Facet. A tak w ogóle, czy on nie był przypadkiem nagi? Idziemy prosto, trafimy w Pobliże szosy. Tam złapiemy stopa, bo do domów mamy dosyć daleko. Po cholerę tak daleko leciałyście!
Ruszyłyśmy tam, gdzie kazała nam Szprota. Weronika szła przodem, potem Julianna i Kasia rozmawaijąc o czymś, potem samotnie Maja, następna szłam ja, a za mną Szprota, Julia i Aga wszystko sobie opowiadały. Usłyszałam fragment ich rozmowy:
- minie jeszcze trochę czasu zanim się pozbiera - to stwierdzenie należało do Julii.
- Łącznik głupio postąpiła, ostrzegałam ją że będzie awantura. Ale stwierdziła, że decyzja należy do niej a ona bardzo chce się przespać z Kamilem - teraz mówiła Szprota.
- z drugiej strony uświadomiła Werce, że Kamil nie byłby z nią szczery i nie byłby jej wierny, mam wrażenie że przespał się po kryjomu z wieloma dziewczynami, od kiedy chodził z Werą. - teoria Agi.
Dalej dziewczyny nic nie mówiły, dowlokłyśmy się do szosy. Udało nam się złapać stopa. Każda z nas trafiła do swojego domu ale ja przed snem napisałam jeszcze do Wery: "wszystko OK?". Nie odpisała.


czwartek, 28 lutego 2013

Rozdział 2

"Julka"
Obudziłam się około 10.00 i od razu wstałam. Ubrałam się, uczesałam i zaczęłam szukać komórki, żeby zadzwonić do Mai. Gdy tylko sprzęt został odnaleziony, zauważyłam 5 nieodebranych połączeń. Dwa od Kamila, dwa od Wery, jedno od Julii. O tej porze jeszcze śpią, nie będę ich budzić. Ale Maja to oczywiście co innego...

"Maja"
Zostałam brutalnie wyciągnięta z krainy pięknych snów przez nieszczęsny dzwonek mojej komórki. "Welcome to the jungle" Guns n' Roses puszczone na cały pokój... Wycie Axl'a nie pozwala mi długo spać. Dopiero gdy piosenka ucichła, wstałam i zaczęłam szukać telefonu. Znalazłam go tam gdzie (tak jak za każdym razem) zupełnie nie powinno go być: w misce z chipsami. Rano mój umysł nie jest przyzwyczajony do logicznego myślenia więc poszłam do kuchni po kawę na przebudzenie. Ale najwidoczniej miałam nienajlepszy dzień, bo moja komórka nie wiadomo kiedy wylądowała w kubku z kawką. Po prostu wspaniały dzień!!!

„Julka"

Było już grubo po dwunastej, więc zaczęłam próbować dodzwonić się do przyjaciółki. Dwie godziny pózniej nie wyglądało to różowo-nie odbierała. Coś się musiało stać. Na dodatek plan jeszcze się nie zaczął, a już się sypie. Świetnie! Nie ma co siedzieć w domu, trzeba się ubrać i pobiec na drugi koniec miasta. Maja nie będzie czekać. Ubrałam się i wyszłam z domu. Już po kilku ulicach byłam tak zasapana, że odpuściłam sobie bieganie. Teraz poruszałam się szybkim, kocio-zwinnym chodem (dla mnie to wyglądało na koci chód, dla innych byłam po prostu ciężko idącą, zasapaną i spoconą dziewczyną która nie powinna biegać by oszczędzić przechodniom swojego widoku). Takim sposobem doczłapałam się (cudem!) pod blok Majki. Zadzwoniłam domofonem. Odebrała mama mojej przyjaciółki.
- Dzień dobry, jest Maja? 
- Maja? Przed chwilą wyszła z psem. 
- Dziękuję bardzo, do widzenia. 
- Zaczekaj chwilkę... Powiedz mi tylko... Celowo zapomniałyście o jej urodzinach? 
Przełknęłam głośno ślinę. 
- proszę się nie martwić. Wszystko jest ustalone. Do widzenia. 
Szybkim krokiem oddaliłam się i poszłam w stronę najbliższego parku. Gdzie mogła pójść Maja z psem? Park to jedyna opcja. 
Oczywiście, siedziała nad jeziorem. Przytuliłam ją i życzyłam wszystkiego najlepszego. Wymyśliłam, że dziewczyny pojechały na biwak. Maja nie dopraszała się o szczegóły. Zgodziła się do mnie przyjść. Godzinę późńiej byłyśmy już u mnie. Trzy godziny później jakoś tak mimochodem powiedziałam, udając, że dostałam SMS od Wery:
- Wera wróciła wcześniej, źle się czuła. Jest u Kamila, ma mi oddać jedną książkę którą pożyczyła tydzień temu. Może szybko skoczymy  do nich na chwilkę?
Wielbicielka Metalica'i nie miała nic, przeciwko, była przez cały czas w pewnym sensie nieobecna. Tak więc byłyśmy w drodze, gdy nagle moja komórka zadzwoniła, że dostałam SMSa. Otwieram i czytam. "Przyprowadź Majkę, wszystko gotowe ;)" od Wery. Jetseśmy już pod domem Kamila. Wielki gmach w centrum miasta. Na oko trzydzieści pokoi, tyle samo łazienek. Bogata, mała rodzinka. Drzwi otworzyła nam Wera. Trochę zdziwiło mnie to, że miała na sobie zwykłą koszulkę i jeansy, na dodatek związane włosy. Ale gdy tylko Maja przestała zwracać na nas uwagę, mrugnęła do mnie porozumiewawczo. Najwidoczniej chciała udawać, że to zwykle popołudnie. Kazała nam przejść do salonu. Weszłyśmy, a tam zgłaszane światło, zasłonięte okna. Jest to bardzo duży salon, więc przyjaciółka trzymała się jednej ściany i szła wzdłuż niej, żeby poszukać włącznika światła. Ja miałam iść wzdłuż drugiej ściany, ale ktoś pociągnął mnie na dół. Byłam pod wielkim stołem, a Aga waśnie szeptała mi do ucha, że jak tylko Maja włączy światło, wyskakujemy i krzyczymy z całych sił. Po chwili salon ogarnął blask lampy, a wszyscy wyskoczyli i krzyczeli jak opętani. Zebrało się całkiem sporo ludzi: znajomi Majki z poprzedniej klasy, ale nasi znajomi też byli. Na przykład takie Szprota i Łącznik. Do połowy drugiej gimnazjum każdy pamiętał, jak mają na imię,potem jakoś tak zapomnieliśmy,a głupio było zapytać. No więc obecnie były Szprota i Łącznik. Kilku ludzi nie znałam.
Impreza stopniowo się rozkręcała. Około 21.30 zachciało mi się sikać, więc ruszyłam na poszukiwanie łazienki. Było to jak szukanie igły w stogu siana (jakby ktoś nie wiedział to takie powiedzenie). Pokoi było średnio dwa razy tyle, ile podejrzewałam,ale łazienek było bardzo mało. Nagle usłyszałam hałas dochodzący z jednego z pokoi. Poszłam tam. Lekko uchyliłam drzwi. W środku panował półmrok, osoby znajdujące się w głębi pomieszczenia nie widziały mnie, za to ja widziałam je aż za dobrze. Nie mogę w to uwierzyć! Muszę szybko znaleźć Werę. Ale na wszelki wypadek pstryknęłam bezgłośnie zdjęcie komórką. Wera musi to zobaczyć!!!

*wiem że nie jest jakiś bardzo długi, ale takim musicie się zadowolić(przynajmniej na razie)sory za błędy, jakby co*

piątek, 1 lutego 2013

*od autorki*

Przez 2 dni (niecałe, bo dopiero wczoraj ok. 19.00 poinformowałam pierwsze osoby o tym blogu) już jest prawie 400 wyświetleń! Naprawdę jestem mile zaskoczona. W większości to dzięki dziewczynom z mojej klasy, bo one mnie rozreklamowały :* Dzięki wielkie :) drugi rozdział w przygotowaniu *-*

czwartek, 31 stycznia 2013

Rozdział 1

"Julka"

Siedzieć i myśleć-jedyne czynności na które mam siłę po codziennej pracy w sklepie. Że też sama zgodziłam się by w czasie wakacji dorywczo pracować w sklepiku osiedlowym. Jakbym nie miała co robić! Od ósmej do dwudziestej siedzę w klaustrofobicznym warzywniaku, który nie ma nawet porządnego zaplecza, gdzie by można w spokoju wypić kawę. A gdy wracam do domu przez pół miasta, widzę tylko dzieci bawiące się na podwórkach przed blokami. Chłodny wiatr owiewa mi twarz, w końcu to późne lato. No więc tak idę w moich wiekowych trampkach, ulubionych jeansach i szarej bluzie pozwalającej ignorować zimne powiewy. Wrodzony pech sprawia, że dobiegam na przystanek w momencie gdy autobus odjeżdża, zostawiając mnie na pastwę losu. Tak więc muszę iść jeszcze dalej. No więc idę, gdy słyszę tak dobrze mi znaną melodyjkę i przystaję, by znaleźć w plecaku komórkę. 
- Cześć! Już po pracy? - słyszę wesoły głos Weroniki, jednej z moich przyjaciółek. Też bym była weselsza gdybym nie musiała pracować w tym sklepie. 
- Właśnie skończyłam, wracam do domu - mówię spokojnie, ale jestem zła że ja muszę pracować, a ona pewnie cały dzień przeleżała w łóżku albo spędziła ze swoim chłopakiem.
- Ja byłam cały dzień z Kamilem - czyżby moja hipoteza się potwierdziła? -  To jak już dojdziesz i się ogarniesz, to wpadnij na chwilę. 
- Dobra, wpadnę. Pa. 
Włożyłam komórkę z powrotem do bocznej kieszeni plecaka i szłam dalej. Gdy mijałam delikatesy, uświadomiłem sobie że nic od rana nie jadłam. Kupiłam drożdżówkę i wyszłam ze sklepu, gdy moja komórka znowu zadzwoniła.
- Julka, gdzie ty się podziewasz? Miałaś przyjść do Wery... Wszystkie  już tu na ciebie czekamy...-tym razem to Agnieszka-kolejna z przyjaciółek.
-Spokojnie, zaraz będę. A o co chodzi?
-Mamy sprawę do ciebie, ale to na dłuższe spotkanie.
-Mówię, że zaraz będę.
Żeby już nie dzwoniły, nie idę do domu, tylko od razu do Wery. Nie zbaczając na to, że plecak zdaje się mieć w środku kamienie, udaje mi się w piętnaście minut dojść do przyjaciółki. Gdy wchodzę, wita mnie przyjemny, dobrze mi znany zapach. W pokoju zastaję Weronikę, chłopaka Wery-Kamila, Agnieszkę, oraz pozostałe przyjaciółki: Julię, Kasię i Juliannę. Brakuje tylko Mai. Wszystkie siedzą w kręgu na podłodze. Rzucam plecak przy drzwiach i siadam z nimi.
-Czyżby narada wojenna?
-Julka, nie żartuj. Właśnie ci przypominam że już jutro 23 sierpnia. Szesnaste urodziny Majki, a my o tym zapomniałyśmy.-właśnie mi uświadomiła, że ja też zapomniałam. Praca mnie wykańczała. -  Ja byłam cały czas z Kamilem, a dziewczyny na wakacjach we Włoszech. Ty miałaś pracę. Zawaliłyśmy, więc trzeba do jutra wszystko zorganizować. Kamil już dzwoni do znajomych, że mają wpaść jutro na 20.00 do Julii bo ma wolną chatę. Kasia i Julianna robią spis żarcia i napojów. Kamil koniecznie chce dużo piwa. -teraz Julianna, Kasia i Julia wstały, powiedziały że pójdą po rzeczy do sklepów, zaniosą je do Julii i pomogą jej ogarnąć dom. - Jeszcze raz: Kamil łapie gości, Kasia, Julianna, Julia-dom i prowiant z napojami. Aga załatwia muzykę. Też trochę wolnej muzyki, może wreszcie ktoś was do tańca zaprosi, wy moje debile - powiedziała do mnie i dziewczyn oraz się zaśmiała (przyjacielsko) a Kamil  objął ją i pocałował w policzek, nie przestając dzwonić. Byli ze sobą od roku. W sumie na początku nikt nie podejrzewał że będą razem. On jest od niej o dwa lata starszy, na dodatek zalicza się o chłopaków-imprezowiczów: piwo, fajki, narkotyki już też się zdarzyły. Nie uczy się, choć ma 17 lat. Wyrzucili go z liceum, bo ponoć przeleciał połowę tamtejszych dziewczyn. Odkąd zaczął się spotykać z Werą, trochę spokorniał: ograniczył piwo, papierosy, imprezy a narkotyków już wcale nie bierze. Poznali się na imprezie, na którą trafiłyśmy przez przypadek, dzięki starszej kuzynce Julii, która nas jakoś wkręciła.- Julka, ty masz najprościej. Musisz tylko jutro sprowadzić Maję do Julii jakoś po 20.00... najlepiej by było, jakbyś jej pilnowała przez cały dzień. Jedź do niej czy coś. Spokojnie, już załatwiłyśmy ci na jutro wolne. Pojedziesz do Mai, przejdziecie sie, tylko niezbyt blisko nas. Ona musi być jak najdalej, przytrzymaj ją jakoś do 20.00. Jak ci wyślemy SMS'a to jej powiesz, że musisz szybko coś odebrać od Julii albo coś takiego... coś wymyślisz. Ale nie mów jej, że pamiętamy. To znaczy... ty jej złóż życzenia czy coś i pojedźcie se na przykład gdzieś do kina potem na pizze... po prostu jej tu nie przyprowadzaj.
Wiem że z Werą nie należy się kłócić i że zapomnieliśmy o urodzinach Majki, więc nie ma czasu protestować. Zgarnęłam plecak, wycofałam się w kierunku drzwi, wyszłam na ciemne ulice. Było po 22.00, ściemniło się. Szłam powoli, myśląc, jak zająć Maję, gdy poczułam wibrację komórki w kieszeni.

Zmiana planów. Impreza jednak u Kamila, Julii rodzice wracają jutro z urlopu, więc z wolnej chaty nici. Kamil mieszka na (tutaj wymieniona ulica), ściągnij tam jutro Maję jednak na 19.00. W.

Dobrze że pozmieniały się plany, bo szczerze mówiąc, nie chciałoby mi się czekać z Mają do 20.00 a tak to pozbieramy się godzinę wcześniej. Po prostu wiem że prędzej czy później zagada o dziewczyny, albo zaproponuje, żebyśmy je odwiedziły. Powinno pójść dobrze. Maja śpi do 14.00, potem je obiad, ubiera się i w ogule... zajmuje jej to czas do trzeciej. Mieszka trochę daleko od nas, w okolicy gdzie pracuję. Przeprowadziła się tam pod koniec podstawówki. Na czas gimnazjum oddzieliłyśmy się: ona poszła do gimnazjum niedaleko siebie, a nasza szóstka-do dobrego gimnazjum w centrum miasta. Na początku drugiej klasy Aga zdecydowała, że tu jest zbyt trudno jak dla niej. W rezultacie trafiła do  gimnazjum Mai. Od pierwszego września idziemy do liceum-wszystkie do tego samego-tylko że do innych klas. Maja do biologia-chemia, ja i Wera  na polski-historia, Aga i Julia na polski-wos-angielski, Julianna i Kasia są na mat-fiz. Zamierzamy wszystkie przerwy spędzać wspólnie. Oprócz tego Julianna i Kasia chcą dodatkowe zajęcia z matmy, albo z chemii (Julianna) i malarstwa (Kasia). Aga, Julia, Wera i Maja z czegoś sportowego, najchętniej koszykówki, a ja chciałabym iść na coś związane z polskim, np. kółko pisarskie. Umiem też pisać niezłe piosenki. A dziewczyny są świetne w sporcie. Wera wygrała wojewódzkie zawody koszykarskie ze soją drużyną, gdy byłyśmy w trzeciej klasie (oczywiście gimnazjum). Została ogłoszona najlepszą koszykarką naszego województwa, przez jakiś miesiąc  były o niej artykuły w Bravo, Popcorn i innych takich gazetach. Ma swój fan page na facebooku. Podobne osiągnięcia ma Julianna, tyle że z chemii. Trzecie miejsce w ogólnopolskim konkursie Poczuj chemię do chemii to już raczej coś....Moje osiągnięcia? Oprócz wygrania szkolnego konkursu Piszę Książkę w czwartej klasie podstawówki to nic innego nie przychodzi mi do głowy... Julia ma kilka wyróżnień za swoje fotografie. To ona jest autorką większości zdjęć na pocztówkach z naszej miejscowości... Maja nie zajmuje sobie głowy konkursami, za to działa jako wolontariuszka w schronisku. Aga obecnie uczy się grać na gitarze elektrycznej. Próbowała już w 1 klasie gimnazjum, ale poprzez wypadek samochodowy, w którym złamała rękę i dwa palce, musiała na dłuższą chwilę odrzucić ten pomysł. Powodem wypadku był pewien chłopak, w którym Aga się zakochała. Miała wtedy 14 lat,  on 17. Zaproponował żeby się z nim wybrała samochodem jego ojca na piknik za miastem. Aga zgodziła się, choć wiedziała, że chłopak nie ma prawa jazdy. Okazało się, że w ogule nie umie jeździć samochodem, a zaproponował to, by popisać się przed naszą przyjaciółką. Był trochę takim typem jak Kamil. Wracając do wypadku: Aga złamała rękę i dwa palce. On jeśli się nie mylę, zapadł w śpiączkę. Nie wiemy czy się z niej obudził, bo Aga nie utrzymywała od tamtego czasu z nim kontaktu. Uznała, że skoro ją okłamał, to ich związek jest skończony. Wielbicielka gitary elektrycznej ceni sobie szczerość. Kasia od zawsze interesowała się malarstwem. Ma to szczęście, że jest jedynaczką i mieszka w jednorodzinnym domu z rodzicami i babcią, więc w całym domu można znaleźć jej dzieła. Nawet pomalowała bramę do garażu.
Gdy tak myślałam nad dziewczynami i jutrze, poczułam wibrację telefonu w kieszeni. Kolejna wiadomość, tym razem od Kamila:

Goście zaproszeni. Dom przygotowany. Prowiant i napoje na razie u Wery. Muzyka jest. A co z solenizantką? K.

Zaszłam właśnie do domu i powiedziałam sobie, że odpiszę mu jak tylko wezmę gorący prysznic. Umyta i odświeżona położyłam się na łóżku, razem z komórką. Jednak zmęczenie uniemożliwiało mi wypatrzenie małych literek na klawiaturze telefonu. Nie napisałam wiadomości, zmęczenie odebrało mi zmysł wzroku. Mimowolnie zamknęłam oczy, słyszałam tylko jak komórka wyślizguje mi się z ręki i pada na ziemię z głuchym "łup", ale nie zwracałam na to uwagi. Zasnęłam. 

****
Rozdziały powinny się pojawiać tak 1-2 razy w tygodniu, to tyle ode mnie. Co w następnym? Urodziny Mai, a co konkretniej, to jeszcze nie wiem.

środa, 30 stycznia 2013

Prolog

Siedem dziewczyn w jednym mieście. Niby podobne, ale bardzo różne. Szesnastolatki, które prowadzą spokojne życie. Do czasu, gdy jedna wpadnie w podejrzane towarzystwo, druga niespodziewanie zamieszka tysiące kilometrów od reszty, trzecią zdradzi chłopak, czwarta będzie sławna, piąta odnajdzie wielką miłość.Szósta dowie się czegoś nowego o przeszłości swojej rodziny. Siódma odkryje, jak wiele potrafi zrobić dla przyjaciół. Julka, Maja, Weronika, Julia, Agnieszka, Julianna, Kasia. Dziewczyny, o których jeszcze kiedyś będą dudniły media zarówno polskie, jak i zagraniczne. Każda z nich, na swój sposób, jest skazana na sukces.